#metoo #jateż – przemówili nawet ci, co nie napisali nic

 

Macie całkiem dobry dzień. Wszystko układa się tak jak powinno – wstaliście prawą nogą, owsianka z owocami wyszła perfekcyjnie, a autobus do pracy spóźnił się 3 minuty – dokładnie tyle, abyście zdążyli przytruchtać na przystanek. Jest złota, polska jesień, na Insta same foty kolorowych liści, a osiedlowym warzywniaku ogromne dorodne dynie, z których można zrobić zupę lub ciasto.

Po pracy wyskakujecie na kawę ze znajomymi i obgadujecie ostatnie premiery filmowe – ale ten Blade Runner słabo się sprzedaje, a taki dobry, kurde, najlepszy film tego roku totalnie, a na Botoks to za cholerę nie idziemy, bo nie ma po co, Vega nic nowego nie pokazał i nie pokaże. Śmiejecie się wszyscy w głos, a następnie przepraszająco kiwacie głowami do innych gości kawiarni, którzy przyszli posiedzieć w ciszy. Oni uśmiechają się do Was i machają ręką, że nic się przecież nie stało.

Wieczorem siadacie pod kocykiem i sięgacie po ulubioną książkę albo włączacie kolejny odcinek The Good Place na Netflixie. O matko, niech ta jesień trwa! Chwilo, nie kończ się! Zrób to dla nas i nie zamieniaj się miejscami z zimą! Zima zła! Jesień dobra!

Czytacie książkę, oglądacie serial, a może właśnie włączyliście TV, chociaż oglądanie telewizji nie jest teraz zbyt modne. Wszędzie widzicie dużo strasznych breaking newsów: same wojny, choroby, epidemie, pedofilia, małe dzieci z rakiem, biedota. Na szczęście jak zamkniecie książkę, wyłączycie serial czy telewizor, wszystko zniknie. Dobrze, że to wszystko dzieje się gdzieś na świecie, a nie u nas. Gdzieś w Polsce, ale nie u nas. Nawet 50 km od naszego miejsca zamieszkania, ale wciąż nie u nas. Jest to smutne, ale tak musi widocznie być.

Ale kiedy wchodzicie na fejsa i widzicie tysiące statusów o treści #metoo #jateż, które zamieszczane są przez Wasze siostry, koleżanki z pracy, przyjaciółki od serca, ludzi, których znacie, kochacie, lubicie i nie wyobrażalibyście sobie w najgorszych snach, że padły ofiarą tak okropnych rzeczy, to włącza się Wam w głowie alarm i całkowita niezgoda na taki porządek świata. Tak nie może być.

A pomyślcie sobie, ile jest osób, które nie dały rady napisać tego statusu. Które nie mogą tego zrobić, bo boją się konsekwencji – może w znajomych mają swojego oprawcę. Może są Twoimi kolegami i nie chcą narazić się na śmieszkowanie innych facetów. Może nie znalazły w sobie odpowiedniej siły, nawet kiedy akcja rozlała się już internecie na taką skalę.

Nic nie pobudza do myślenia tak bardzo, jak krzywda kogoś bliskiego. W tej akcji bliscy przemówili. Nawet ci, którzy nie napisali nic. Bo niestety milczenie jest często najgłośniejszym wołaniem o pomoc.